| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Follow Me on Pinterest Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Trufle, pralinki

środa, 23 stycznia 2013

 

Lubię duże, ciężkie tabliczki czekolady. Po rozwinięciu ze złotego papierka kroję je na drobne kawałki lub łamię w dłoniach na kostki. Potem podgrzewam słodką kremową śmietankę, by jej ciepło stopiło twardą z natury czekoladę. Ze schłodzonego kremu formuję zgrabne kuleczki, które od razu wędrują do gorzkiego kakao. To najprostsza wersja, dlatego nie byłabym sobą nie dokładając do przepisu czegoś jeszcze. To może być ulubiony likier np. boski Baileys Hazelnut z dodatkowym orzechem w środku trufli albo wiśnie z domowej, letniej nalewki. W zimie fajnie sprawdzają się też korzenne przyprawy. Sproszkowany cynamon jak najbardziej, jednak imbir - tylko świeży! Kandyzowany w prostym syropie z cukru i wody łagodnieje, ale i tak nadaje truflom wspaniałego aromatu oraz pikantnego smaku. Sprawdza się równie dobrze sam do podjadania, do zaparzenia z zieloną herbatą albo w kruchych ciasteczkach.

Trufla to ładna nazwa. Turlamy? :) 

składniki:

  • 8-10cm kawałek imbiru
  • 50g cukru
  • 100ml wody
  • 250g gorzkiej czekolady
  • 200ml śmietanki kremówki 30%
  • 20g masła
  • szczypta soli
  • gorzkie kakao, do obtoczenia trufli

 

Imbir obrać ze skórki za pomocą noża lub obieraczki do warzyw. Pokroić w ok. 2mm plasterki. Włożyć do garnuszka razem z cukrem i wodą, gotować na malutkim ogniu do momentu aż z cukru i wody powstanie gęstawy, lekko karmelowy syrop a imbir zmięknie. Imbir wyciągnąć z garnuszka i do dwóch łyżek syropu wlać kremówkę i dodać szczyptę soli. Podgrzać prawie do zagotowania, ściągnąć z ognia i dodać posiekaną czekoladę. Ostudzony imbir pokroić w kosteczkę. Czekoladę wymieszać z kremówką na jednolity krem, dodać masło i posiekany imbir. Wymieszać na gładko i schować do lodówki aż stężeje (masę polecam zamieszać 2-3 razy w czasie chłodzenia by każda trufelka miała podobną ilość imbiru). Następnie formować trufelki i obtaczać je w gorzkim kakao.

Buon Appetito! :)

 

 

piątek, 08 kwietnia 2011


Nie macie dość czekoladek? :) Mam nadzieję, że nie bo dostałam nowe śliczne foremki i mam ochotę wypróbować jeszcze kilka nowych smaków. Na te tutaj pomysł podsunęła mi Siostra, ja wymyśliłam przepis, a wykonaniem zajęłyśmy się razem. Skorupka z mlecznej czekolady otacza mocno kokosowe wnętrze z delikatnie wyczuwalną nutą białej czekolady, którą dodałyśmy przede wszystkim dla słodyczy. Rozkosznie rozpływają się w ustach, a nie w dłoni - dzięki utemperowanej czekoladzie :) Zdecydowanie najbardziej przypominają popularne batoniki Bounty*, także wszystkim ich miłośnikom serdecznie polecam.

* tak na marginesie to z tego przepisu wyjdą Wam świetne batoniki, bo nasze czekoladki to takie ich mini wersje. Wystarczy masę przygotować z większej ilości składników, przelać do wyłożonej folią foremki (np. małej keksówki), porządnie schłodzić, pokroić w prostokąty i oblać czekoladą. Tyle :)

składniki (ok. 24 czekoladki):

  • 150g mlecznej czekolady, utemperowanej
  • 150ml mleka kokosowego
  • 50g wiórków kokosowych
  • 35g białej czekolady
  • 1 łyżka likieru o smaku białej czekolady np. Mozart (lub rumu kokosowego np. Malibu)

Wiórki zalewamy mlekiem i gotujemy aż masa wyraźnie zgęstnieje. Dodajemy białą czekoladę i mieszamy aż się rozpuści. Studzimy, następnie dodajemy likier. Schładzamy.

Za pomocą pędzelka mleczną czekoladą smarujemy dno i ścianki wgłębień silikonowej foremki. Schładzamy w lodówce i czynność powtarzamy raz jeszcze.

Zastygnięte skorupki czekoladek wypełniamy schłodzonym nadzieniem, zalewamy resztą czekolady i wkładamy do lodówki. Gotowe można posmarować odrobiną rozpuszczonej czekolady i posypać wiórkami kokosowymi.

Buon Appetito! :)

 

 

piątek, 18 marca 2011

Pomysł na połączenie maliny z różą znalazłam na wedlowskiej stronie. I o ile byłam pewna, że taki duet zgra się świetnie to nie wiedziałam jak się zabrać za przygotowanie nadzienia. W letnim sezonie świeże maliny można nawet po prostu pokroić i skropić różaną wodą, by przy minimum składników uzyskać maksimum smaku malin i róży. A teraz? sprawy się nieco skomplikowały - wiadomo: mrożone owoce są zupełnie inne niż te prosto z krzaczka. Alternatywą jest przygotowanie dżemu z dodatkiem wody różanej.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona efektem. Owocowo-kwiatowe nadzienie skryte w skorupce z czekolady wygląda, pachnie i smakuje wyśmienicie. Biała czekolada idealnie pasuje do malin, a nienarzucający się, choć wyczuwalny aromat róży doskonale wszystkie trzy zapachy i smaki łączy w jedną, przepyszną całość. Niebo.

składniki (15 czekoladek):

  • 100g białej czekolady, utemperowanej
  • 80g mrożonych malin
  • 3 łyżeczki cukru (lub do smaku)
  • 3 łyżeczki wody różanej
  • 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

Maliny podgrzewamy z łyżką wody i cukrem. Gotujemy tak długo aż powstanie gęsty dżem. Zagęszczamy go dodatkowo mąką ziemniaczaną rozpuszczoną w odrobinie wody. Studzimy*.

Dno i ścianki wglębień silikonowej foremki smarujemy roztopioną czekoladą za pomocą pędzelka (ewentualnie palca;)) . Schładzamy w lodówce i czynność powtarzamy raz jeszcze.

Zastygnięte korpusy czekoladek wypełniamy ostudzonym nadzieniem, zalewamy resztą czekolady** i schładzamy.

* dżem można również przetrzeć przez sitko by pozbyć się pesteczek.

* ja do swojej dodałam odrobinę kremówki - znacznie łatwiej pokrywa się nadzienie bardziej płynną czekoladą, choć nie powinno się tak robić :]

Buon Appetito! :)


 

 

czwartek, 03 marca 2011

Kupując foremkę do przygotowywania domowych czekoladek możecie liczyć się z bardzo podobnym uzależnieniem jak przy muffinach.. Jest ogrom kombinacji do wypróbowania - trudno oprzeć się kolejnym smakom. Mimo iż obecnie mam głowę zaprzątniętą zupełnie odmiennymi sprawami niż kuchnia, od czasu do czasu wpadam na pewne pomysły, które skrzętnie zapisuję by przy nadającej się okazji wprowadzić w życie. Podobna rzecz miała miejsce przy tych czekoladkach.

Najpierw obejrzałam film. Tu zakochałam się w historii pewnej Rodziny, a właściwie cukierni 'czekoladkarni' przez nich tworzonej. Zdecydowanie najbardziej podobały mi się formy: metalowe, ciężkie, stabilne (zupełne przeciwieństwo mojej silikonowej), lecz o równie zaskakujących kształtach. Podpatrzyłam też kilka sposobów przygotowania czekoladek - co prawda oczywistych, ale serio ułatwiających pracę. Do jednej zastosowałam się już dziś, więc moje czekoladki udały się bez zbędnych bąbelków we wnętrzu. Samo serce czekoladek to wiśnia z marcepanem imitującym owocową pestkę ;) okryte dwoma rodzajami czekolad: nugatową i gorzką. Bardzo smaczne - szczególnie przypadły do gustu mojemu Tacie, który przepada za połączeniem wiśni i czekolady. Polecam.

przepis własny; należy pamiętać by wiśnie namoczyć wcześniej w alkoholu - na minimum 1 dzień przed przygotowaniem

składniki (15 czekoladek):

  • 20g czekolady gorzkiej, utemperowanej
  • 130g czekolady nugatowej
  • 15 małych wiśni (najlepsze z kompotu)
  • 2 łyżki wiśniowej nalewki
  • 15 kuleczek z marcepana (~5g ;)

Dzień wcześniej (lub kilka) wiśnie zalewamy alkoholem.

Za pomocą pędzelka gorzką czekoladą smarujemy dno i boczki wgłębień foremki. Skorupki schładzamy. W tym czasie topimy nugatową czekoladę. Jej częścią smarujemy dno i boki foremki. Schładzamy. Kuleczki z marcepanu wciskamy w miejsce pestki wiśni. Do zastygniętych korpusów wrzucamy po jednym owocu z marcepanem, zalewamy pozostałą czekoladą nugatową. Foremką uderzamy kilka razy o stół by pozbyć się pęcherzyków powietrza. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce.

Buon Appetito! :)

 

 

czwartek, 30 grudnia 2010


Czekoladki jak ze sklepowej półki.. no dobrze praaawie, bo kto ma lepsze oko wypatrzy drobne niedociągnięcia. W każdym razie ich wykonanie nie wymaga dużych umiejętności - nie jest trudne - i nie zabiera dużo czasu. Konieczna jest jednak silikonowa foremka - mam specjalną do czekoladek, ale sprawdzi się również taka do lodu - oraz mały pędzelek, który znacznie ułatwia smarowanie dna i ścianek foremki.

Na początek wraz z Siostrą wymyśliłyśmy proste nadzienie z suszonych owoców. U nas są to morele, ale nadadzą się również śliwki (moja Mama byłaby zachwycona) czy żurawina. Owoce należy podgotować, tak by zmiękły a następnie wymieszać z pasującym do ich smaku likierem.. Tutaj doskonale sprawdza się barek bogato wypełniony owocowymi likierami, tudzież nalewkami ;)

Bądźcie kreatywni! Stwórzcie własnoręczne pralinki w domowej fabryce czekoladek. Gwarantuję, że będziecie mile zaskoczeni jak pysznie mogą smakować - są proste, a jednocześnie tak bogate w smaku.. polecam!

składniki (15 czekoladek):

  • 100g gorzkiej czekolady, utemperowanej
  • 50g suszonych moreli
  • 2 łyżki wody
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżka morelowego likieru

Za pomocą pędzelka smarujemy dno i ścianki wglębień silikonowej foremki. Schładzamy w lodówce i czynność powtarzamy raz jeszcze.

Morele kroimy w drobną kostkę. Mieszamy z wodą i cukrem w garnuszku, podgrzewamy aż morele będą mieciutkie. Odlewamy wodę, owoce zgniatamy widelcem i jeszcze chwilę podgrzewamy na małym ogniu by masa jak najbardziej zgestniała - cały czas mieszamy by się nie przypaliła. Ściagamy z ognia, dodajemy likier i studzimy (takie nadzienie można przygotowac dzień wcześniej, a nawet warto ponieważ morele zdążą przegryźć się z alkoholem).

Zastygnięte korpusy czekoladek wypełniamy ostudzonym nadzieniem, zalewamy resztą czekolady i schładzamy.

Buon Appetito! :)


 

 

 
1 , 2