Zakładki:
Kontakt
O autorce
Spis treści
Uwaga
Tagi
|
Codziennie jadam cztery elementy odżywcze: mleczną czekoladę, gorzką czekoladę, białą czekoladę i kakao. - Debra Tracy
Wpisy z tagiem: wanilia
czwartek, 29 września 2011
Biszkoptowe, maślane i słodko waniliowe. Magdalenki - ciasteczka śniadaniowe lub na podwieczorek. Odpowiednie do maczania w herbacie lub mleku. Albo do podania z owocami. Niestety szybko tracą świeżość. przepis od PH 'Desery', na 12-24 magdalenek w zależności od wielkości foremki składniki:
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. W rondelku roztopić masło i ostudzić. Jajka ubić z cukrami i waniliowymi ziarenkami aż masa się spieni i potroi objętość. Mieszając stopniowo dosypywać suche składniki oraz masło. Piekarnik nagrzać do 220st.C. Foremki na magdalenki nasmarować masłem i napełnić ciastem do 2/3 wysokości**. Wstawić do piekarnika i piec przez 5 minut. Obniżyć temp. do 200st.C i dalej piec przez 10 minut (ja mam małe foremki więc piekłam najpierw 2 minuty w 220 i 4 w 200). Ciepłe magdalenki wyjąć z foremek i odstawić do ostygnięcia na kuchennej kratce. *można zastąpić drobno posiekaną skórką startą z 1/4 cytryny, pominąć cukier waniliowy i dodać kilka kropli likieru Limoncello. **napełnione ciastem foremki można odstawić nawet na całą noc do lodówki - chociaż już po godzinie ładniej rosną. Buon Appetito! :)
poniedziałek, 26 września 2011
Lubię smaki jesieni: słodkie śliwki i gruszki, kwaśne jabłka, różnorodne odmiany dyń, aromat rozgrzewających przypraw... jednak w mojej kuchni to jeszcze nie ten czas! Chcę cieszyć się przez ostatnią krótką chwilę owocami lata. Bo chociaż coraz ich mniej i prawdopodobnie za tydzień pozostanie na targach tylko jagodowe wspomnienie to wciąż zachęcają swą słodyczą, kolorem i zapachem...dlatego dziś proponuję deser będący doskonałym zwieńczeniem darów lata. Są to dwa kwartety: truskawkowy oraz malinowy. deser zainspirowany tym zdjęciem i opisem, przepis na mus od PH 'Desery', reszta moja; na 12 porcji panna cotta waniliowa:
Żelatynę namoczyć w wodzie. Laskę waniliową rozciąć wzdłuż i wyskrobać nasionka. Śmietankę i mleko zagotować z cukrem, laską i ziarenkami waniliowymi (polecam dzień wcześniej, śmietanka odpowiednio naciągnie aromatem wanilii, przed dodaniem żelatyny raz jeszcze podgrzać). Do gorącej śmietanki (zestawionej z ognia) dodać namoczoną żelatynę i mieszać aż się rozpuści - otudzić, następnie przelać przez sitko. Wymieszać z jogurtem (ewentualnie dosłodzić cukrem pudrem) i przelać do szklanek/pucharków. Schłodzić kilka godzin w lodówce lub do ok. godziny w zamrażarce. galaretka z owocami:
Żelatynę namoczyć w wodzie. Kompot zagotować, zestawić z ognia, dodać napęczniałą żelatynę i mieszać aż się rozpuści. Ostudzić i odlać 200ml (będzie nam potrzebna do coulis). W szklankach ułożyć owoce (najlepiej drobno pokrojone, ponieważ dzięki temu więcej się ich zmieści) zalać je galaretką tak by się nie uniosły. Wstawić do lodówki do stężenia. mus owocowy:
Żelatynę namoczyć w wodzie. Kremówkę ubić na sztywno z cukrem. Purée owocowe podgrzać i do ciepłego dodać namoczoną żelatynę. Zestawić z ognia i mieszać ręczną trzepaczką aż się rozpuści. Wlać sok cytrynowy. Ostudzić. Następnie wymieszać z bezą włoską i ubitą kremówką (ewentualnie dosłodzić do smaku cukrem pudrem). Przelać do naczynek i schłodzić. beza włoska:
Cukier zagotować z wodą do temp. 126-135st.C. Białko ubić na niezbyt sztywną pianę. Mikser nastawić na średnio szybkie obroty i wlewać powoli gorący syrop - ubijać aż do ochłodzenia się masy. owocowe coulis:
Oba składniki zmiksować w blenderze. Nałożyć łyżeczką na stężały mus. Schłodzić 1h i ozdobić owocami oraz listkiem mięty. Buon Appetito! :)
czwartek, 22 września 2011
Dzisiaj ostatni dzień lata, ale... nie ma co się martwić bo czy widzieliście, że przewidują w najbliższym tygodniu wspaniałą pogodę? Mnóstwo słońca, zero chmurek, temperatura przekraczająca 20 stopni! Ostatnie dni wakacji zapowiadają się wyśmienicie i kolorowo, bo chociaż na straganach większość owoców jagodowych zastępują śliwki, gruszki i jabłka, można jednak jeszcze znaleźć końcówki czernic (jeżyn), malin oraz... truskawki! I to jakie! Słodkie, pachnące, przepyszne. W dodatku nasze polskie. przepis własny składniki:
Ciasteczka pokruszyć w moździerzu, dodać masło i wymieszać. Rozdzielić po równo w sześciu szklankach**. Lekko ubić i schłodzić na czas przygotowania masy serowej. Czekoladę połamać na kawałki. 50ml kremówki zagotować w garnuszku i zalać nią czekoladę, odstawić na ok. 30sek a następnie wymieszać na gładką pastę. Pozostałe 150ml śmietanki ubić z cukrem i ziarenkami waniliowymi na sztywny krem. Sery zmieszać ze sobą. Roztopioną czekoladę wmieszać do serka, następnie w kilku partiach dodać ubitą waniliową śmietankę. Owoce rozdzielić pomiędzy szklanki (w razie potrzeby pokroić je na mniejsze kawałki). Na owoce przełożyć masę serową i schłodzić kilka godzin. Następnie ozdobić owocami, listkiem mięty oraz syropem owocowym. *zagotować kilka owoców w 2 łyżkach wody i 1 łyżeczce cukru trzcinowego, gotować aż syrop nieco zgęstnieje. Ostudzić i owoce zjeść, a syropem polać owoce na serniczkach. **deser można przygotować także w 2-3 powtórzonych warstwach ciasteczek, owoców i masy serowej. Buon Appetito! :)
niedziela, 11 września 2011
Mój ulubiony przepis na blogu - waniliowe tartaletki Pierra Hermé. Po raz pierwszy zrobiłam je w zeszłym roku. (klik) Dziś postanowiłam do nich wrócić, na pewno nie ostatni raz. Każda warstwa idealnie współgra z pozostałymi tworząc wspaniałą kompozycję - tartaletki zachęcają niecodziennym wyglądem, kuszą zapachem i smakiem. Sprostają nawet najbardziej wybrednym podniebieniom, nie wiem czy istnieje ktokolwiek komu by nie posmakowały. Jeżeli sięgniecie pamięcią (lub zaglądniecie) do tartinek, gdy piekłam je po raz pierwszy zwrócicie uwagę, że różniły się w kilku szczegółach. Tym razem zamiast foremek do tartaletek użyłam cukierniczych obręczy, by upodobnić je do oryginału Pierra (klik), nie dodałam też do ciasta mielonych migdałów, choć oczywiście można podmienić 50-100g mąki na orzechy. Angielski krem waniliowy z mascarpone przygotowałam z podwójnej porcji, zwiększając również ilość serka. Dlaczego? Bo to najlepsza część deseru! - kremowa, delikatna i rozpływająca się w ustach. Natomiast najbardziej cieszę się ze śnieżnobiałej glazury waniliowej, która pokrywa ciastka - efekt tlenku tytanu którego wystarczy tylko odrobina więc myślę, że nie trzeba obawiać się groźnej nazwy :) Jeśli chcecie poczuć waniliowe niebo w gębie - zarezerwujcie sobie minimum pół dnia na spędzenie czasu w kuchni, zaopatrzcie się w spore ilości wanilii, jajek i białej czekolady i koniecznie zróbcie tartaletki Pierra Hermé. poniżej podaję proporcje na 12 tartaletek o średnicy 9cm, oryginał przepisu znaleziony jak rok temu u Lo kruche ciasto:
Zmiksować masło z cukrami i cały czas miksując dodać żółtka, na koniec sól i mąkę. Miksować aż powstaną duże 'okruchy' ciasta. Uformować je w kulę, lekko spłaszczyć i owinięte w folie spożywczą włożyć do lodówki na 1 godzinę. Następnie ciasto rozwałkować, wyłoży nim foremki do tartaletek (lub obręcze cukiernicze bez dna). Na cieście położyć krążek z papieru do pieczenia i wsypać na to fasolki/suchy ryż. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C i piec 14 minut. Zdjąć papier i fasolki/ryż i piec jeszcze 5 minut. Ciasto ma być złote. Wystudzić.
Ubić białka, cukier i białka w proszku na sztywną pianę przy pomocy miksera. Dodać żółtka i lekko mieszać całość przy pomocy trzepaczki. Po trochu dodawać przesiane mąki. Gładkie ciasto wyłożyć na dużą blachę (wielkości ok. połowy takiej z piekarnika - u mnie 20x30cm) wyłożoną papierem do pieczenia. Wyrównać całość szpatułką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i piec 10 minut. Wystudzić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Zmiksować żółtka z cukrem. Zagotować śmietankę z przeciętymi laskami wanilii. Ziarenka wydłubać końcówką noża. Połowę gorącej śmietanki dodać do masy żółtkowej i wymieszać. Całość przelać do pozostałej śmietanki i cały czas mieszając podgrzewać do momentu lekkiego zgęstnienia. Dodać dobrze odciśniętą żelatynę i wymieszać. Wyjąć strąki wanilii.
Krem angielski zmiksować na wolnych obrotach miksera z mascarpone.
Zagotować wodę z cukrem i strąkami wanilii (przyrządzonymi jw). Pozostawić na 30 minut. Dodać rum i ekstrakt. Wymieszać i odstawić. ganache waniliowy z białą czekoladą:
Ziarenka z rdzenia wanilii wydłubać końcówką noża i dodać do śmietanki razem ze strąkiem. Zagotować. Odstawić na 30 minut do naciągnięcia aromatu. Rozpuścić na parze kuwerturę. Ze śmietanki wyjąć strąki i dodać ekstrakt. Dodać rozpuszczoną kuwerturę i wszystko wymieszać na gładką masę. pasta z tlenku tytanu (można pominąć):
W małej miseczce wymieszać przy pomocy łyżeczki obydwa składniki.
Obydwa składniki zagotować.
Pektynę wymieszać z cukrem, dodać wodę i wanilię. Zagotować, zmniejszyć płomień i gotować 3 minuty. Zdjąć z ognia. Odstawić na 30 minut. Można wstawić na noc do lodówki. Podgrzać przed dalszym użyciem.
Na parze rozpuścić kuwerturę. Zagotować śmietankę z laską wanilii. Zdjąć z ognia. Cały czas mieszając dodawać rozpuszczoną kuwerturę. Glazurę neutralną zagotować z syropem cukrowym i glukozą. Dodać do masy śmietanowej. Wymieszać. Dodać pastę z tlenku tytanu. Wszystko dokładnie wymieszać do uzyskania gładkiej masy. Można użyć blendera. Montaż tartaletek.
piątek, 19 sierpnia 2011
Okey, jazda z tą notką bo jeszcze się rozmyślę! Chciałabym skierować ją do osób, które primo mnie nie znają, secundo chciałyby i tertio są ciekawe autorki CzekoKota. Kilka dni temu pomyślałam, że może fajnie będzie jeśli zobaczycie kto chowa się się po drugiej stronie aparatu. Lubię działać szybko i niczego nie odwlekać, bo inaczej zawsze wynajduję po drodze milion wątpliwości, dlatego zdjęcia zrobione wczoraj już dziś wskakują na blog. Nie wiem czy wiedząc jaka jestem będzie Wam sympatyczniej zaglądać, czytać, korzystać z przepisów, ale z własnego doświadczenia wiem, że wchodzę znacznie chętniej na inne kulinarne blogi jeśli znam właściciela - przynajmniej wirtualnie.
W prowadzenie bloga wpakowałam się około dwa lat temu. Jest to dla mnie fantastyczna odskocznia i odpoczynek od medycyny którą studiuję. Jak dotąd blog sprawia mi mnóstwo frajdy i radości. Chwile zwątpienia? - to nie moja bajka! Uwielbiam Cioccolato Gatto i nie wyobrażam sobie bym mogła przestać go prowadzić. To jak małe uzależnienie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Każdy szczegół nowego wpisu: przepis, wypiek, zdjęcia, 'kilka' słów do poczytania.. Mimo, że nie zawsze wszystko wygląda tak jak podpowiada mi moja wyobraźnia, staram się by kolejny raz był lepszy, smaczniejszy i dokładnie taki jaki chcę. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że im dalej w las (czyt. im dalej w medycynę.. im dalej w życie!) tym czas jaki będę mogła poświęcić na moje ulubione hobby będzie się kurczył, mam tylko nadzieję, że nie nazbyt drastycznie.. Dlatego cieszę się z tego co tu i teraz - a jak większość mam też marzenia. Jednym z nich jest nowy aparat (lustrzanka! bo z obecnego na wyższy pułap już nie przejdę, a zachwyt mnie zżera gdy patrzę na te lustrzankowe zdjęcia :) ). A drugie marzenie, które mogę Wam otwarcie zdradzić to własna cukiernia. Na spółkę z Siostrą - ja od słodkiej roboty, a A. od inwestowania :D Nie ma być duża! Raczej mała i kameralna. Ze słodyczami których próżno szukać w większości polskich cukierni - z kolorowymi makaronikami, zawadiackimi cupcakes, eleganckimi truflami i czekoladkami, artystycznymi deserami rodem z Francji: moimi ukochanymi Bûche de Noël, Croquembouche i koniecznie Plaisir sucré. Marzenie mało realne biorąc pod uwagę zawód jaki wybrałam, ale od tego są marzenia - by marzyć.. niekoniecznie realnie:) Sporo już dziś napisałam, a czeka jeszcze sernik w kolejce! I to nie byle jaki, bo o wdzięcznej nazwie - Poezja. Przepis miałam zapisany od dłuższego czasu, ale nowe słodkie pomysły i inspiracje odstawiały go na boczny tor dość skutecznie. Dopiero mleko z cudownego automatu jaki postawiono u mnie w mieście przypomniało mi o nim. Właściciel 'elektronicznej krowy' zapewnia mleko prosto od krowy.. ;) uprzednio je jedynie schładzając by zapobiec zakwaszeniu. I według mnie to mleko ma same zalety! Pachnie i smakuje sto razy lepiej niż te kartonowe - na nowo polubiłam pić zimne mleko jak to miałam dawniej w zwyczaju. Podstawowy produkt do sernika przygotowujemy sami. Mleko gotujemy na małym ogniu z wanilią, śmietaną i jajami, a po ostudzeniu i odsączeniu otrzymujemy kremowy serek. Teraz wystarczą już tylko biszkopty, masło, trochę cukru i mnóstwo owoców, koniecznie z galaretką. Gotowe ciasto jest duże i pyszne - choć muszę przyznać, że nie przypomina typowego sernika na zimno. Jest to bardziej kremowe ciasto a'la sernik :) Niemniej jednak szybko znika i bardzo smakuje, dlatego polecam! przepis z Kwestii Smaku, wprowadziłam kilka zmian uwzględniając je poniżej w przepisie, oryginał znajdziecie u Asi składniki:
Dno tortownicy o średnicy około 24 cm wyłożyć krążkiem z papieru do pieczenia lub specjalną tekturką pod ciasta. Ułożyć biszkopty. Laski wanilii rozciąć wzdłuż i wyskrobać nasionka. Zagotować mleko razem z cukrem waniliowym, ziarenkami i laskami z wanilii. Wlać śmietanę roztrzepaną mikserem z jajami i zmniejszyć ogień do minimum. Na bardzo małym ogniu warzyć serek, nie mieszać i nie gotować. Po około 15-20 minutach wyłączyć gaz i ostudzić masę. Po ostudzeniu odsączyć (przez kilka godzin lub całą noc) na sicie wyłożonym lnianą ściereczką lub gazą. Buon Appetito! :)
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||