Follow Me on Pinterest Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Durszlak.pl
Codziennie jadam cztery elementy odżywcze: mleczną czekoladę, gorzką czekoladę, białą czekoladę i kakao. - Debra Tracy

Wpisy z tagiem: mak

środa, 09 lutego 2011

Co zrobić gdy półka woreczków, słoiczków i innych pojemniczków bakalii pęka w szwach? A może wykorzystaliście znaczną część opakowania i nie wiecie co począć z resztą? Oczywiście można ją po prostu zjeść w myśl przysłowia 'kto zjada ostatki...' - taka zdrowa i smaczna przekąska. Namawiam Was jednak do upieczenia bardzo niebanalnych ciasteczek - florentynek.
Florentynki pokazała na swoim blogu (o tu) kilka tygodni temu Buruuberii znana nam bardziej jako Basia. Notka Basi zmobilizowało mnie do szybszego ich wykonania, ponieważ pieczenie odwlekałam już od x czasu. Połączyłam kilka przepisów w jeden otrzymując cudowne małe ciasteczka najeżone orzechami, suszonymi owocami i ziarnami. Moja wersja to nie tylko same bakalie wzbogacone o miód, śmietankę oraz cukier - cieniutka warstwa maślano-migdałowego kruchego ciasta sprawia, że ciasteczka stają się jeszcze pyszniejsze! Oczywiście jak florentynki to i czekolada: do wyboru biała, mleczna lub gorzka.
Summa summarum ciasteczka są słodko karmelowe, mocno owocowe i chrupiące za sprawą orzechów. Zdecydowanie godne polecenia.

Dla chętnych mam jeszcze kilka uwag co do pieczenia. Kruche ciasto przygotowałam z najlepszego przepisu jaki do tej pory odkryłam. Należy je bardzo cienko rozwałkować na całej objętości blaszki, a nie jest to niestety czynność łatwa.. przyszła mi więc do głowy myśl, by ciasto po około 20-30 minutach spędzonych w lodówce po prostu rozsmarować (jest to kruche na miękkim maśle). Tak często robi moja Babcia i patent się sprawdza. By uzyskać gładki efekt ciasto nakrywamy folią spożywczą, przejeżdżamy kilka razy wałkiem - otrzymujemy placek, który wyglada jak mistrzowsko rozwałkowany ;) teraz dopiero porządnie schładzamy.
Co jeszcze.. Karmelowy sos jaki należy przygotować nie jest trudny do zrobienia, ale proszę uważajcie na siebie, bo jest !"$%"!"$% gorący. Mój zanim osiągnął właściwą temperaturę gotował się przeszło 20 minut! Ale dla takiego aromatu warto.. obłędnie pomarańczowy, z maślano-śmietankową nutą -  po prostu musicie upiec te florentynki ;) Fajnie jest dzień wcześniej namoczyć suszone owoce w alkoholu (świetnie sprawdza się brandy, owocowy likier..), a orzechy podprażyć na patelni.
Do ozdoby rozpuszczoną czekoladę można utemperować (nie jest to czynność konieczna, więc decyzję pozostawiam Wam). Florentynki można posmarować czekoladą na milion sposobów: sam spód, połowa wierzchu, połowa spodu i wierzchu, paseczki, esy-floresy...

wzorowałam się na przepisie Basi, Pierra Herme 'Desery', kilku gazetek i własnym pomyśle ;)

kruche ciasto:

  • 170g mąki
  • 20g mielonych migdałów
  • duża szczypta soli
  • 100g masła, w temp. pokojowej
  • 70g cukru pudru
  • 1 jajko

bakalie:

  • 200g suszonych owoców
  • 200g orzechów
  • 2-3 łyżki dowolnych ziaren (opcjonalnie)
  • kilka łyżek dowolnego alkoholu np. brandy, owocowy likier (opcjonalnie)

karmelowy sos:

  • 500ml śmietanki kremówki
  • skórka otarta z 1 dużej pomarańczy
  • 90ml wody
  • 220g cukru kryształu
  • 10g glukozy
  • 120g masła
  • 100g miodu

dodatkowo:

  • czekolada (biała, mleczna, gorzka..)

Przygotowujemy kruche ciasto: mąkę przesiać z solą, wymieszać z migdałami. Masło utrzeć (łyżką lub mikserem) z cukrem, potem jajkiem. Dodać mąkę i wymieszać. Ciasto spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić (20-30 minut jeśli ciasto zdecydujecie się rozsmarować (patrz notka) lub 60 minut gdy ciasto będziecie wałkować). Blaszkę piekarnikową wyłożyć papierem do pieczenia, bezpośrednio na nim rozwałkować/rozsmarować ciasto (wałkując nakrywamy je folią spożywczą, nie będzie się kleiło do wałka) i schłodzić 1-2 godziny w lodówce lub 30 minut w zamrażalniku.

Przygotowujemy bakalie: owoce posiakać w drobną kostkę i namoczyć w alkoholu (najlepiej przykryte zostawić na całą noc). Orzechy posiekać i podprażyć na suchej patelni.

Kruche ciasto piec ok. 10 minut w temp. 180st aż się zezłoci.

Przygotowujemy sos karmelowy: Cukier wymieszać z glukozą w garnku o grubym dnie, dolać wodę i podgrzewać aż karmel się zarumieni. W osobnym garnuszku podgrzewamy kremówkę ze skórką pomarańczową (do zagotowania). Do zezłoconego cukru dodajemy masło, miód oraz gorącą śmietankę z pomarańczą. Całość gotujemy aż masa osiągnie temp. 125st.C (z braku termometru: kropla syropu wlana do zimnej wody tworzy miękką kulkę lub po prostu ma znacznie się zredukować i nabrać ładnego karmelowego koloru - uwaga by sosu nie przypalić!).

Zestawić z ognia, dodać bakalie. Kruche ciasto posmarować ciepłą masą. Podwyższyć temp. w piekarniku do 220st.C i piec 8-12 minut. Wyjąć z piekarnika, ostudzić. Pokroić na kwadraty 4x4cm.

Topimy czekoladę: czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Każdą florentynkę dowolnie ozdobić i odstawić do zastygnięcia w suche miejsce. Pyszne!

Buon Appetito! :)


czwartek, 11 listopada 2010

Znaczna część kulinarnie blogujących piekło już rogale marcińskie w zeszłych latach. Z nieukrywanym zachwytem patrzyłam na śliczne rumiane wypieki pojawiające się co rusz na kolejnych blogach. W tym roku dostatecznie wcześniej się przygotowałam - znalazłam przepis, kupiłam biały mak.

Aby stworzyć prawdziwego świętomarcińskiego rogala trzeba się naprawdę postarać! Po pierwsze żadne inne ciasto nie wchodzi w grę jak nie półfrancuskie-drożdżowe. Jeśli robiliście już kiedykolwiek francuskie ciasto to zdajecie sobie sprawę, że rozsmarowujemy masło na całej powierzchni ciasta, po czym składmy i wałkujemy. Tu nie można pojechać po całości. Tłuszcz nakładamy na 2/3 powierzchni - ni mniej, ni więcej. Po drugie gotowy rogal musi mieć odpowiednie rozmiary: powinien ważyć 200-250g, być szeroki na 14cm i gruby na 7. Po trzecie: wygląd. Rumiana skórka, elastyczne i listkujące ciasto. Nadzienie koniecznie z białego maku, w smaku słodkie, lekko migdałowe. Upieczone smarujemy lukrem oraz posypujemy posiekanymi orzeszkami.

Starałam się jak najlepiej zastosować do zasad znalezionych na tej stronie. Zmieniłam tylko wielkość - upiekłam je w wersji medium tak by były do zjedzenia na 3-4 kęsy. Jestem zadowolona z efektu  - zabrałam część na obiad do Babci i wszystkim bardzo smakowały, a to chyba najlepsza rekomendacja :) Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: czy moje marcińskie rogale zyskałyby certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego...? ;))

ciasto z przepisu PH, nadzienie Bajaderki znalezione u Komarki

ciasto półfrancuskie drożdżowe:

  • 500g mąki krupczatki
  • 40g drożdży
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 200ml lodowato zimnej wody
  • 2 jajka, z lodówki
  • 2 łyżki mleka w proszku
  • 200g masła, zimnego
Z mąki formujemy kopczyk, z jednej strony kruszymy drożdże, z drugiej - sól i cukier. Pośrodku robimy wglębienie - wlewamy tam wodę (ja nie wlewałam na początku całej), wbijamy jaja i sypiemy mleko. Wyrabiamy (najlepiej z poczatku nożem) aż składniki się połączą, formujemy kulę, owijamy folią i zamrażamy 30 minut. Oziębione wałkujemy na prostokąt 3 razy dłuższy niż szerszy. Masło ucieramy mikserem i połowę rozkładamy równomiernie na 2/3 ciasta. Składamy: najpierw górną część bez masła na środkową, a na nią dolną. Zamrażać 30 minut, potem 1h w lodówce. Ponownie rozwałkować i złożyć na 3 części, rozwałkować* i rozłożyć pozostałe masło na 2/3 - składać jak uprzednio. Zamrażać 30 minut, potem 1h w lodówce. Ciasto dzielimy na cztery części, każdą rozwałkować, ciąć trójkąty, rozsmarować grubo nadzienie (2 łyżki nadzienia mi zostaly), zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta - zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy. Rozłożyć na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia i schłodzić 1,5-2 godzin (moje chłodziły się całą noc). Po tym czasie rozgrzać piekarnik do 180ºC, rogale posmarować jajkiem rozbełtanym z mlekiem i piec około 10-15 minut aż się ładnie zezłocą. Ostudzić na kuchennej kratce. Posmarować lukrem (można jeszcze ciepłe - najlepiej pędzelkiem) i posypać orzeszkami (u mnie laskowe).

*ja nie nakladałam od razu drugiej części masła tylko powtórzyłam czynność z wałkowaniem i składaniem kilka razy by uprzednie masło znikneło w cieście. Zgodnie z przepisem dwa to zdecydowanie za mało, masło w cieście dobrze się nie rozwałkuje.

makowe nadzienie:

  • 30 dag bialego maku
  • 10 dag pasty migdałowej (marcepanu)
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 10 dag orzechów włoskich
  • 10 dag zblanszowanych migdałów
  • 1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 2-3 łyżki gęstej smietany
  • 3 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki

Mak i orzechy sparzyć gorącą wodą, po 15 minutach odcedzić i dobrze odsączyć. Zmielić dwukrotnie w maszynce razem z migdałami**. Pastę migdałową (marcepan) rozetrzeć mikserem z cukrem pudrem, dodać zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekaną skórkę pomarańczową. Dobrze wymieszać, dodać śmietanę - ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą, ale plastyczną masę. Masa nie może być zbyt płynna, ani za twarda i właśnie świetnie reguluje się jej konsystencję dodając śmietanę stopniowo. Niekoniecznie trzeba zużyć całą ilość śmietany.

**masę makową zawsze robię inaczej: suchy mak mielę, zalewam mlekiem na noc i potem odciskam w kuchennej ścierecze.

Buon Appetito! :)




niedziela, 15 sierpnia 2010

Co może być lepszego od ciepłej drożdżówki na niedzielne śniadanie?

Dla nas to najlepszy sposób na rozpoczęcie weekendowego dnia, dlatego najczęściej w sobotni wieczór gotowe bułeczki schładzam przez noc w lodówce, a rankiem - piekę. To chyba najlepszy i najszybszy sposób, ponieważ nie trzeba zrywać się o piątej rano... chyba, że ktoś lubi?

Myślę, że te drożdżówki znajdą niejednego miłośnika - nadzienie to nie tylko sam mak, ale także wiśnie, migdałowe płatki i likier owocowy. Musicie jedynie pamiętać o dwóch rzeczach: należy dzień przed pieczeniem zemleć i namoczyć mak w mleku. Natomiast po zjedzeniu umyć dokładnie zęby... czarne kuleczki nie wyglądają apetycznie (; w przeciwieństwie do samych drożdżówek, bo te cieszą się bardzo dużym powodzeniem.

Zobaczycie, że posmakują Wam tak bardzo jak mojemu Tacie (:

przepis mój własny, kształt zapożyczony od Dorotki

składniki na 11 drożdżówek

składniki na zaczyn:

  • 15g świeżych drożdży
  • 40g ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka mąki
  • 1 łyżeczka cukru

Drożdże pokruszyć, połączyć z mąką, cukrem. Rozpuścić w mleku. Odstawić do napuszenia w ciepłe miejsce na ok. 20 minut.

składniki na ciasto:

  • 400g mąki pszennej
  • 60g cukru pudru
  • 1 łyżka cukru z wanilią
  • duża szczypta soli
  • 100g jogurtu greckiego
  • 50g miękkiego masła
  • 1 jajko, roztrzepane
  • zaczyn

Mąkę przesiać z solą i cukrami do dużej miski. Dodać w cząstkach masło i jogurt. Ugnieść na kruszonkę. Dodać zaczyn i jajko. Zagnieść ok. 5-10 minut - ciasto ma być gładkie i elastyczne. Przełożyć do nasmarowanej oliwą miski, przykryć czystym ręczniczkiem i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1-1,5 godziny.

nadzienie:

  • 200g maku
  • 1 szklanka mleka
  • cukier puder do smaku (dałam 5 dużych łyżek, ale to zależy od Was i od kwaśności wiśni)
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki platków migdałowych
  • 2 nakrętki likieru wiśniowego
  • 2 garście wiśni (świeże lub ze słoiczka), pokrojone na mniejsze części
  • 1-2 łyżka mąki ziemniaczanej

Mak zemleć w młynku, zalać mlekiem. Odstawić na noc do lodówki. Po tym czasie odcisnąć np. w ściereczce. Dodać cukier, miód, orzechy, wiśnie, mąkę. Wymieszać.

Ciasto podzielić na 10 kuleczek (po ok. 65g). Stolnicę oprószyć mąką, ułożyć kuleczki, przykryć wilgotną ściereczką, zapomnieć na 15 minut.

teraz cytuję za Dorotką:

Każdą część rozwałkować na placuszek. Na wierzchu posmarować nadzieniem.

Zwinąć razem z nadzieniem w rulonik. Następnie rulonik złożyć na pół.


Ostrym nożem przeciąć go w połowie, pozostawiając nieprzecięte 2 cm od góry. Wywinąć na boki rozcięte części, by otrzymać kształt serca. Ułożyć na blaszce.


Przykryć ręczniczkiem, pozostawić w cieple na 30 minut do wyrośnięcia. Przed samym pieczeniem posmarować mlekiem. Piec w temperaturze 180ºC przez około 15-20 minut. Wystudzić na kuchennej kratce.

Buon Appetito! :)

poniedziałek, 19 lipca 2010

Bułeczki. Z mięciutką skórką i puchatym, pachnącym makiem miąższem. Doskonałe zarówno do żółtego sera, twarogu, łososia z koperkiem lub też dżemu, czy nutelli.

Ciasto jest bardzo przyjemne do wyrabiania i formowania, robi się je błyskawicznie, a upieczone jeszcze szybciej zajada - potwierdzone przedmomentowo. W czasie kolacji zgodnie stwierdziliśmy, że są za dobre... nie pieczcie ich xD

przepis znalazłam już daaawno u Dorotki

  • 500 g mąki białej chlebowej
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • 2 łyżki mleka w proszku
  • 1 łyżeczka soli
  • 40 g (3 łyżki) maku
  • 1,5 łyżeczki suchych drożdży (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
  • 1 łyzka miodu
  • 250-275 ml wody
  • 1 jajko + łyżka mleka, lub samo mleko (do posmarowania)

Do naczynia przesiać mąkę, dodać masło i wyrobić, aż całość będzie przypominała kruszonkę. Dodać mleko w proszku, sól, mak i drożdże. Wlać miód i wodę, wyrobić miękkie, elastyczne ciasto (wyrabiać przez 5 minut). Ciasto umieścić z powrotem w naczyniu, przykryć, pozostawić w ciepłym miejscu do podwojenia objętości (około 1 h).


Ciasto wyjąć na powierzchnię oprószoną mąką, wyrobić, podzielić na 20 równych części. Z każdej uformować małą bułeczkę, kłaść na oprószonej mąką blaszce, przykryć i pozostawić na 30 minut do napuszenia. Przed samym pieczeniem posmarować roztrzepanym jajkiem wymieszanym z łyżką mleka, lub samym mlekiem.

Piec około 12 - 15 minut w temperaturze 190-200ºC. Przenieść na kratkę i wystudzić.

Buon Appetito! :)



 

Tagi: drożdże mak
18:41, viridianka , Bułeczki
Link Komentarze (26) »
niedziela, 04 lipca 2010

Wracam na 3 miesiące moi Drodzy (: Wakacje zaczęłam dopiero wczoraj, ponieważ zaraz po powrocie w środę musiałam dnia następnego wcześnie wstać i biec na praktyki do szpitala. Co prawda jak na razie mamy same podstawy: mierzymy ciśnienie, prowadzimy pacjentów na konsultacje, wykonujemy EKG, pomagamy w karmieniu itp. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jak miły i przyjazny do nas jest cały personel wraz z pacjentami. Gdybym była chora na bank obawiałabym się praktykantów i to dopiero po pierwszym roku medycyny xD a Oni bardzo potulnie poddają się naszym badaniom i nawet polecają się na przyszłość (;

Dobrze, ale dość o szpitalu, na pewno jesteście ciekawi co za chleb upiekłam. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to to że jest ogromny! Mój zakwas rwie się do pracy - ciasto rosło jak szalone... Prawdziwie wielki bochen białego, pszennego chleba. Miąższ ma sprężysty, ślicznie dziurkowany z niezwykle chrupiącą skórką, obficie posypany makiem Bardzo smaczny i łatwy. Polecam.

cytuję za Konsti

na zaczyn:
  • 150 g zakwasu (lepiej sprawdza się zakwas pszenny, więc ja swój żytni na pszenny przerobiłam)
  • 150 g mąki pszennej wysokoglutenowej
  • 150 g wody
Wymieszać w misce wszystkie składniki, przykryć folią kuchenną i odstawić na 12-24 godz.

na ciasto:
  • zaczyn (ok. 450 g)
  • 765 g mąki pszennej wysokoglutenowej
  • 400 ml wody (u mnie ciut mniej wystarczyło)
  • 20 g soli
  • garść maku do posypania (opcjonalnie)
Do dużej miski wsypać mąkę, dolać wodę, dodać zaczyn, wymieszać, aż składniki dobrze się połączą. Następnie wyrabiać na oprószonym mąką blacie (stolnicy) przez ok. 10 min. Uformować kulę, przykryć ją folią i odstawić na 20-30 min. Posypać ciasto solą i ponownie wyrabiać, nawet przez 20-30 min., aż ciasto będzie gładkie i elastyczne – powinien wystąpić tzw. „window effect”, czyli ciasto powinno odchodzić od ręki bez rwania się, a w elastycznej, rozciągniętej masie będą widoczne podłużne dziury-okienka:) Uformować kulę i umieścić ciasto w naczyniu, spryskanym oliwą z oliwek, przykryć folią, odstawić na 1-2 godziny. Następnie należy ciasto odgazować, złożyć, ponownie uformować kulę, przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na kolejna godzinę lub dwie. Uformować jeden duży lub dwa mniejsze bochenki, przykryć i wstawić na najniższą półkę w lodówce na 8-12 godz. Po tym czasie wyjąć chleb z lodówki i zostawić do wyrośnięcia w temp. 25-27°C przez 1-4 godz. (z  doświadczeń Konsti wynika, że jeśli nam się spieszy, to można pominąć trzymanie chleba w lodówce i odstawić go bezpośrednio do wyrośnięcia, też wychodzi bo mój wyrastał bez pomocy lodówki). Nagrzać piekarnik do 240°C, spryskać go wodą, by powstała para. Wodą nasmarować chleb, posypać makiem i wstawić bochenek (uwaga: para w piekarniku jest niezbędna tylko na początku, przez pierwszych kilkanaście sekund, potem pieczemy bez pary!). Piec ok. 40-45 min (ja piekłam 60).

Buon Appetito! :)


Tagi: mak zakwas
13:21, viridianka , Chleby
Link Komentarze (22) »
 
1 , 2