Zakładki:
Kontakt
O autorce
Spis treści
Uwaga
Tagi
|
Codziennie jadam cztery elementy odżywcze: mleczną czekoladę, gorzką czekoladę, białą czekoladę i kakao. - Debra Tracy
Wpisy z tagiem: róża
wtorek, 14 lutego 2012
Są takie typy przepisów, które mają u mnie swoje miejsce na przysłowiowym pudle. Pierwsze (kolejność przypadkowa :) ) są te nowoczesne, ekstrawaganckie, zaskakujące wyglądem i jednocześnie nie odstępujące smakiem. Takie które wymagają nieco zachodu, poświęconego im czasu i wysiłku. Tutaj pierwsze skrzypce gra francuski cukiernik Pierre Hermé, czasami z drobnymi ulepszeniami – tego co najlepsze. Drugie to te na których pomysł wpadnę sama. Może i Wy tak macie – nutka niecierpliwości przy odmierzaniu i mieszaniu składników, pieczenie, a następnie skrzętne notowanie na zwitku papieru prawidłowych proporcji jak tylko wszystko pójdzie po naszej myśli :) Takie słodkości smakują wspaniale, prawda? Trzecie mają często swoją historię, mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie, zapisane w starych zeszytach lub książkach, oczywiście najpyszniejsze przygotowane przez Babcie! Zapraszam również Wszystkich do walentynkowego konkursu notkę wcześniej :)
piątek, 01 lipca 2011
![]() Ispahan to nazwa połączenia malin, owoców liczi oraz kwiatów róży nadana przez francuskiego cukiernika Pierra Hermé. Słynne trio to nie tylko deser jaki widzicie na zdjęciach – Pierre serwuje również makaroniki, serniki oraz Bûche de Noël w podobnej tonacji. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spróbować oryginałów Mistrza, tymczasem pozostaje mi własna kuchnia na co wcale nie narzekam! Jak widzicie to deser kilkuwarstwowy. Na spodzie jest mus z egzotycznych liczi. Po otwarciu puszki z zanurzonymi w syropie owocami stwierdziłam, że to chyba nie dla mnie.. ten smak, wygląd, zapach. Jednak dzięki zapewnieniom Mamy i Lo postanowiłam zaryzykować mając nadzieję, że końcowy efekt będzie zaskakująco dobry.. (optymizm to podstawa!). Okazało się, że jest to jedno z przyjemniejszych doświadczeń, a smak liczi wcześniej dominujący stał się jedynie delikatny. Następna warstwa ma głęboki karminowy kolor, malinowy smak i aromat. Trzecia najbardziej puszysta, słodka, lekka jak chmurka. Z białą czekoladą i różą. To chyba moja ulubiona, już sama może stanowić bazę do prostego i szybkiego deseru z dodatkiem dowolnych owoców np. truskawek lub borówek amerykańskich. Każdą część oddzielają krążki migdałowego biszkoptu. Jeśli nie macie ochoty na włączanie piekarnika ciasto można pominąć bez szkody dla całości, a przygotowanie deseru wcale nie zajmie wiele czasu. Emotion Ispahan to kolejna genialna kreacja Pierra. Cudowności. przepis w większości Pierra Hermé znaleziony u Lo, mus z liczi przygotowałam wg. tego przepisu; poniższe proporcje na 5-7 naczynek w zależności od ich wielkości
biszkopt Joconde:
Zmiksować razem migdały, cukier zwykły i inwerowany, glukozę i połowę ilości jajek przez 5 minut. Dodać resztę jajek i masło i miksować przez kolejne 6 minut. W drugiej misce zmiksować białka. Pod koniec miksowania dodać 30 g cukru. Na masę jajeczną wyłożyć pianę i wsypać przesianą mąkę. Wymieszać wszystko delikatnie trzepaczką (nie miksować). Na dużej blasze (takiej z wyposażenia piekarnika) wyłożyć papier do pieczenia. Wylać na to ciasto i wygładzić powierzchnię na grubość około 0,5 cm. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 205 stopni C i piec przez 8 minut. Wystudzić. Z ciasta wyciąć (foremką, obręczą do ciast, szklanką) krążki wielkości naczynia, w którym będzie podawany deser. Biszkopt można upiec 1-2 dni wcześniej.
różany ganache:
*zastąpiłam wodą różaną do smaku Zagotować w rondelku śmietankę. Zdjąć z ognia i dodać do niej połamaną kuwerturę (czekoladę). Energicznie mieszać do rozpuszczenia i połączenia się składników. Dodać syrop i wymieszać. Do wystudzonej masy dodać likier i wymieszać. Trzymać w temperaturze pokojowej.
krem różany:
Ubić kremówkę na bitą śmietanę. Cały czas miksując wlewać wąskim strumieniem różany ganache. Odstawić.
mus malinowy:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Maliny zmiksować z cukrem. Przetrzeć przez sitko, aby pozbyć się pestek. Przelać do rondelka, dodać odciśniętą z wody żelatynę .Podgrzewać, cały czas mieszając do rozpuszczenia się żelatyny.
mus z liczi:
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Gdy napęcznieje rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Owoce przebrać, w razie potrzeby wyciąć twarde części. Liczi zważyć i dolać tyle syropu by całość ważyła 350g. Zmiksować na puree (ja swoje dodatkowo przetarłam na sitku). Wymieszać z jogurtem. Białka ubić na sztywno, pod koniec dosypując cukier. Kremówkę ubić w osobnym naczyniu. Do owoców dodać ubite białka i kremówkę. Kilka łyżek musu dodać do żelatyny, zamieszać i przelać do reszty, dokładnie wymieszać. dodatkowo:
Na dnie szklanek ułożyć po trzy maliny. Zalać je musem z litchi. Wstawić do lodówki do zastygnięcia. Na wierzchu musu położyć po jednym krążku biszkoptu. Zalać musem malinowym i wstawić do lodówki do stężenia. Na wierzchu ułożyć po krążku biszkoptu i na to wyłożyć różany ganache. Schłodzić. Udekorować malinami i płatkami róży. Podawać prosto z lodówki.
Buon Appetito! :)
piątek, 18 marca 2011
Pomysł na połączenie maliny z różą znalazłam na wedlowskiej stronie. I o ile byłam pewna, że taki duet zgra się świetnie to nie wiedziałam jak się zabrać za przygotowanie nadzienia. W letnim sezonie świeże maliny można nawet po prostu pokroić i skropić różaną wodą, by przy minimum składników uzyskać maksimum smaku malin i róży. A teraz? sprawy się nieco skomplikowały - wiadomo: mrożone owoce są zupełnie inne niż te prosto z krzaczka. Alternatywą jest przygotowanie dżemu z dodatkiem wody różanej. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona efektem. Owocowo-kwiatowe nadzienie skryte w skorupce z czekolady wygląda, pachnie i smakuje wyśmienicie. Biała czekolada idealnie pasuje do malin, a nienarzucający się, choć wyczuwalny aromat róży doskonale wszystkie trzy zapachy i smaki łączy w jedną, przepyszną całość. Niebo. składniki (15 czekoladek):
Maliny podgrzewamy z łyżką wody i cukrem. Gotujemy tak długo aż powstanie gęsty dżem. Zagęszczamy go dodatkowo mąką ziemniaczaną rozpuszczoną w odrobinie wody. Studzimy*. Dno i ścianki wglębień silikonowej foremki smarujemy roztopioną czekoladą za pomocą pędzelka (ewentualnie palca;)) . Schładzamy w lodówce i czynność powtarzamy raz jeszcze. Zastygnięte korpusy czekoladek wypełniamy ostudzonym nadzieniem, zalewamy resztą czekolady** i schładzamy. * dżem można również przetrzeć przez sitko by pozbyć się pesteczek. * ja do swojej dodałam odrobinę kremówki - znacznie łatwiej pokrywa się nadzienie bardziej płynną czekoladą, choć nie powinno się tak robić :] Buon Appetito! :)
wtorek, 17 sierpnia 2010
Tydzień temu spotkałam się z Basią. Nasze rodzinne domy oddalone są od siebie zaledwie o 8km, więc z chęcią do Basi pojechałam. Spędziłam bardzo fajnie czas rozmawiając o wspólnie znanych nam miejscach: o liceum do którego obie chodziłyśmy, rynku tym maślanym i warzywnym, sklepie gdzie można kupić mąkę typu 500, naszych Rodzinach, które dawniej mieszkały tuż obok siebie, Radocynie i jeszcze kilku miłych dla ucha sprawach. Dostałam cudowną różę, jej zasuszone płatki, a także mahlab, czyli suszone nasiona wiśni wonnej. Ciocia Wikipedia podaje, że jest to przyprawa mająca bardzo silny aromat przypominający zarówno gorzkie migdały i wiśnie, a stosuje się ją do wyostrzenia wyrobów cukierniczych. Lubię nowości w kuchni, dlatego poszukam ciekawych przepisów i jak nic coś ciekawego z mahlabem upiekę. Skosztowałam również Basinych rożków z różą. Ich smak jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że muszę sama je upiec. Dlatego dzisiaj pokazuję Wam moje rogaliczki z niesamowicie ciekawego przepisu. Mianowicie gotowe ciasto musicie... utopić. Tak, tak właśnie - utopić (: a potem poczekać aż wypłynie i przystąpić do wałkowania. Rogaliczki oryginalnie pieczemy z różą, ale możecie też tak jak ja nadziać je owocami. Połowę porcji upiekłam zawijając w każdy trójkąt ciasta jedną średniej wielkości malinkę - pachniały cudownie. Z truskawkami, borówkami lub czernicami jestem pewna, że będą równie wspaniałe. Basiu, dziękuję raz jeszcze za miłe spotkanie;* i oczywiście za rożkową recepturę od Babci Rózi (: moja Babcia Krysia wzieła przepis (: poniżej zdjęcie Basinych rożków oraz moje różane zdobycze (ta plama na papierku to moja wina, w drodze powrotnej jeden z rogalików usiadł na papierku (; )
Mleko, drożdże i cukier wymieszać i zostawić na kilkanaście minut żeby drożdże podrosły, następnie wymieszać z żółtkami i wlać do maki wymieszanej z masłem (jeśli żółtka są duże, a masło miękkie ciasto potrzebuje dodatkowych 50g maki), zagnieść ciasto i włożyć do głębokiego naczynia z bardzo zimna woda i czekać aż ciasto wypłynie (jak nie wypłynie to wyjąc po około 20 minutach - zwykle wypływa, ale czasem nie chce :) Ciasto wyjąc z wody, wyłożyć na omączona stolnice, podzielić ciasto na 8 części, wałkować okrągłe placki o 2-3 mm grubości, ciąć na trójkąty (każdy krążek na 12 trójkątów), na szerszym końcu każdego trójkąta położyć pół łyżeczki nadzienia lub malinkę, zwinąć, szczelnie ścisnąć rogi, piec na złoto w temp. 175st (u mnie 6-8 minut). Po upieczeniu, jeszcze cieple, maczać górna cześć w białku, następnie w cukrze krysztale. Boskie! - potwierdzam, są bossskie, a nawet przebossskie (: Buon Appetito! :)
środa, 07 lipca 2010
Pistacje, róża, kardamon - wpływają głównie na smak i niesamowity zapach mojego dzisiejszego wypieku wywodzącego się z Maroka. Jest wprost wyśmienite, ogromnie mi posmakowało. Róża jest zdecydowanie najbardziej wyczuwalna. Pistacje i kardamon grają drugie skrzypce, jednakże nie można ich pominąć, są niezbędne! Spójrzcie chociażby na cudowny zielony kolor... mmm... Zachowałam ilość poszczególnych składników, ale zmieniłam całkowicie sposób wykonania przygotowując je tak jak moje ulubione jogurtowe ciasto. Najpierw ubiłam białka, by potem dodać żółtka, cukier, jogurt, wodę różaną i sypkie składniki w tym orzechy i kardamon. Ciasto jest bardzo puszyste, nasączone syropem staje się wilgotne i tak dobre, że trudno odmówić sobie kolejnego kawałeczka. Polecam barrrdzo.
przepis znalazłam u Liski, podaję już z moimi zmianami składniki:
Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i kardamonem, wymieszać ze zmielonymi pistacjami. Białka oddzielić od żółtek i ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodawać po łyżce cukru i nadal ubijać na mniejszych obrotach miksera. Następnie po jednym żółtku. Jogurt wymieszać z wodą różaną i dodać do masy jajecznej - zmiksować. Miksując dodawać powoli roztopione, ostudzone masło. Potem w kilku partiach suche składniki - bardzo wolno mieszać. Przelać do foremki (20cm) nasmarowanej masłem, dno wyłożone papierem do pieczenia. Piec ok. 40-50 minut w 180st. do suchego patyczka.
Cukier i wodę zagotować w garnuszku do czasu, aż cukier się rozpuści. Wtedy dodać wodę różaną i sok z cytryny. Buon Appetito! :) | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||