Zakładki:
Kontakt
O autorce
Spis treści
Uwaga
Tagi
|
Codziennie jadam cztery elementy odżywcze: mleczną czekoladę, gorzką czekoladę, białą czekoladę i kakao. - Debra Tracy
Wpisy z tagiem: owoce
sobota, 31 marca 2012
Moja Babcia piecze doskonałe torty w tradycyjnych smakach - czekoladowy, kawowy oraz orzechowy to te najulubieńsze w mojej Rodzinie. Ja często dostaję zamówienie na torty bezowe, choć i Babcię nauczyłam jakiś czas temu przygotowywania bezowych blatów :) Ponieważ taka Babcia to prawdziwy skarb i dzięki Niej mamy do wyboru szereg najpopularniejszych ciast na deser, to ja staram się wymyślać przepisy zupełnie nowe, zaskakujące i inspirujące. Pomysłem na mój dzisiejszy tort były barwy dwóch pór roku - zieleń i biel - na pożegnanie zimy oraz przywitanie wiosny. Jest lekki oraz bardzo orzeźwiający :) U mnie tort polubili wszyscy, ale zdaję sobie sprawę że nie każdemu może posmakować, ponieważ przeważającym smakiem jest kwaskowaty krem limonkowy (lime curd). Jednak w połączeniu z serkami mascarpone oraz philly staje się mniej dominujący i bardziej delikatny. Sekretem udanego tortu jest również wyjątkowo smaczny biszkopt - miękki, wysoki, idealnie kroi się na równe blaty i nie opada. Tort dopełniają plasterki kiwi oraz prosta dekoracja z posiekanych pistacji. Myślę, że to idealna opcja dla wszystkich, którzy mają dość ciężkich i zapychających ciast serwowanych w ramach rodzinnych uroczystości i chcą spróbować czegoś zupełnie innego. Polecam, choć nie tylko od święta! Biszkopt oraz lime curd najlepiej przygotować dzień wcześniej. Biszkopt:
Krem limonkowy z serkiem mascarpone:
Oraz:
Przygotować biszkopt. Foremkę (21cm) posmarować masłem. Dno wyłożyć papierem do pieczenia, a boki oprószyć mąką. Piekarnik nagrzać do 180st.C, od razu na jego dno położyć naczynie żaroodporne, dodatkowo zagotować Obie mąki przesiać. Do garnuszka wlać wodę i olej. Żółtka oddzielić od białek. Żółtka ubić z połową cukru na puszysty, gęsty kogel-mogel. Osobno ubić białka na średnio sztywno ze szczyptą soli. Następnie dosypywać po łyżce pozostałego cukru i ubijać tak długo aż cukier się rozpuści a białka będą ubite na sztywną, lśniącą pianę (miskę odwracamy do góry nogami, białka muszą pozostać w misce :) ). Do białek dodać żółtka i połączyć za pomocą szpatułki. Następnie dosypać 1/4 suchych składników, wlać część płynu, mieszać bardzo delikatnie, dodać kolejne 1/4 i odrobinę wody z olejem i znowu mieszać bardzo delikatnie, dosypać i wlać resztę składników, ostrożnie połączyć. Do naczynia żaroodpornego wlać wrzącą wodę, a masę biszkoptową przelać do foremki i piec ok. 40 minut do suchego patyczka. Po tym czasie biszkopt wyciągnąć i uderzyć 2-3 razy o drewnianą deskę by bąbelki powietrza równomiernie uciekły z ciasta. Dalej ostudzić na kuchennej kratce. Polecam przygotować biszkopt dzień wcześniej. Przed przygotowaniem tortu wierzch biszkoptu przyciąć na równo, a następnie przekroić na 3 blaty. Przygotować krem. Cukier wymieszać z mąką ziemniaczaną by pozbyć się grudek. Do garnka o grubym dnie wbić jajka, wsypać cukier z mąką, dodać skórkę i sok z limonek. Podgrzewać - cały czas mieszając! (początkowo trzepaczką, potem można drewnianą łyżką) - na małym ogniu aż cukier się rozpuści, a krem zgęstnieje (jeśli powstały grudki krem można zmiksować w blenderze). Następnie dodawać po kilka kosteczek masła i podgrzewając na najmniejszym ogniu mieszać po każdej partii, aż się rozpuści a krem zgęstnieje jeszcze trochę. Gotowy przełożyć do miseczki, przykryć folią spożywczą (by nie powstał kożuch) i ostudzić. Schłodzić całą noc w lodówce. Po tym czasie odłożyć 5-6 łyżek kremu, a pozostałe 2 szklanki zmiksować na małych obrotach miksera z serkiem Philly i mascarpone. Wykonanie. Na paterze położyć pierwszy z blatów biszkoptowych, nasączyć ponczem, rozsmarować 1/2 odłożonego lime curd, ułożyć plasterki kiwi (tak by zachodziły na siebie) i ostrożnie rozsmarować 1/4 kremu limonkowego z serkiem. Nakryć kolejnym blatem biszkoptowym, nasączyć ponczem, rozsmarować resztę lime curd, ułożyć plasterki kiwi (tak by zachodziły na siebie) i ostrożnie rozsmarować 1/4 kremu limonkowego z serkiem. Trzeci biszkopt również nasączyć, rozsmarować pozostały krem po bokach i wierzchu ciasta, boki obłożyć posiekanymi pistacjami. Tort schłodzić kilka godzin w lodówce. Kroić ostrym, lekko ocieplonym nożem. Buon Appetito! :)
poniedziałek, 26 września 2011
Lubię smaki jesieni: słodkie śliwki i gruszki, kwaśne jabłka, różnorodne odmiany dyń, aromat rozgrzewających przypraw... jednak w mojej kuchni to jeszcze nie ten czas! Chcę cieszyć się przez ostatnią krótką chwilę owocami lata. Bo chociaż coraz ich mniej i prawdopodobnie za tydzień pozostanie na targach tylko jagodowe wspomnienie to wciąż zachęcają swą słodyczą, kolorem i zapachem...dlatego dziś proponuję deser będący doskonałym zwieńczeniem darów lata. Są to dwa kwartety: truskawkowy oraz malinowy. deser zainspirowany tym zdjęciem i opisem, przepis na mus od PH 'Desery', reszta moja; na 12 porcji panna cotta waniliowa:
Żelatynę namoczyć w wodzie. Laskę waniliową rozciąć wzdłuż i wyskrobać nasionka. Śmietankę i mleko zagotować z cukrem, laską i ziarenkami waniliowymi (polecam dzień wcześniej, śmietanka odpowiednio naciągnie aromatem wanilii, przed dodaniem żelatyny raz jeszcze podgrzać). Do gorącej śmietanki (zestawionej z ognia) dodać namoczoną żelatynę i mieszać aż się rozpuści - otudzić, następnie przelać przez sitko. Wymieszać z jogurtem (ewentualnie dosłodzić cukrem pudrem) i przelać do szklanek/pucharków. Schłodzić kilka godzin w lodówce lub do ok. godziny w zamrażarce. galaretka z owocami:
Żelatynę namoczyć w wodzie. Kompot zagotować, zestawić z ognia, dodać napęczniałą żelatynę i mieszać aż się rozpuści. Ostudzić i odlać 200ml (będzie nam potrzebna do coulis). W szklankach ułożyć owoce (najlepiej drobno pokrojone, ponieważ dzięki temu więcej się ich zmieści) zalać je galaretką tak by się nie uniosły. Wstawić do lodówki do stężenia. mus owocowy:
Żelatynę namoczyć w wodzie. Kremówkę ubić na sztywno z cukrem. Purée owocowe podgrzać i do ciepłego dodać namoczoną żelatynę. Zestawić z ognia i mieszać ręczną trzepaczką aż się rozpuści. Wlać sok cytrynowy. Ostudzić. Następnie wymieszać z bezą włoską i ubitą kremówką (ewentualnie dosłodzić do smaku cukrem pudrem). Przelać do naczynek i schłodzić. beza włoska:
Cukier zagotować z wodą do temp. 126-135st.C. Białko ubić na niezbyt sztywną pianę. Mikser nastawić na średnio szybkie obroty i wlewać powoli gorący syrop - ubijać aż do ochłodzenia się masy. owocowe coulis:
Oba składniki zmiksować w blenderze. Nałożyć łyżeczką na stężały mus. Schłodzić 1h i ozdobić owocami oraz listkiem mięty. Buon Appetito! :)
czwartek, 22 września 2011
Dzisiaj ostatni dzień lata, ale... nie ma co się martwić bo czy widzieliście, że przewidują w najbliższym tygodniu wspaniałą pogodę? Mnóstwo słońca, zero chmurek, temperatura przekraczająca 20 stopni! Ostatnie dni wakacji zapowiadają się wyśmienicie i kolorowo, bo chociaż na straganach większość owoców jagodowych zastępują śliwki, gruszki i jabłka, można jednak jeszcze znaleźć końcówki czernic (jeżyn), malin oraz... truskawki! I to jakie! Słodkie, pachnące, przepyszne. W dodatku nasze polskie. przepis własny składniki:
Ciasteczka pokruszyć w moździerzu, dodać masło i wymieszać. Rozdzielić po równo w sześciu szklankach**. Lekko ubić i schłodzić na czas przygotowania masy serowej. Czekoladę połamać na kawałki. 50ml kremówki zagotować w garnuszku i zalać nią czekoladę, odstawić na ok. 30sek a następnie wymieszać na gładką pastę. Pozostałe 150ml śmietanki ubić z cukrem i ziarenkami waniliowymi na sztywny krem. Sery zmieszać ze sobą. Roztopioną czekoladę wmieszać do serka, następnie w kilku partiach dodać ubitą waniliową śmietankę. Owoce rozdzielić pomiędzy szklanki (w razie potrzeby pokroić je na mniejsze kawałki). Na owoce przełożyć masę serową i schłodzić kilka godzin. Następnie ozdobić owocami, listkiem mięty oraz syropem owocowym. *zagotować kilka owoców w 2 łyżkach wody i 1 łyżeczce cukru trzcinowego, gotować aż syrop nieco zgęstnieje. Ostudzić i owoce zjeść, a syropem polać owoce na serniczkach. **deser można przygotować także w 2-3 powtórzonych warstwach ciasteczek, owoców i masy serowej. Buon Appetito! :)
piątek, 19 sierpnia 2011
Okey, jazda z tą notką bo jeszcze się rozmyślę! Chciałabym skierować ją do osób, które primo mnie nie znają, secundo chciałyby i tertio są ciekawe autorki CzekoKota. Kilka dni temu pomyślałam, że może fajnie będzie jeśli zobaczycie kto chowa się się po drugiej stronie aparatu. Lubię działać szybko i niczego nie odwlekać, bo inaczej zawsze wynajduję po drodze milion wątpliwości, dlatego zdjęcia zrobione wczoraj już dziś wskakują na blog. Nie wiem czy wiedząc jaka jestem będzie Wam sympatyczniej zaglądać, czytać, korzystać z przepisów, ale z własnego doświadczenia wiem, że wchodzę znacznie chętniej na inne kulinarne blogi jeśli znam właściciela - przynajmniej wirtualnie.
W prowadzenie bloga wpakowałam się około dwa lat temu. Jest to dla mnie fantastyczna odskocznia i odpoczynek od medycyny którą studiuję. Jak dotąd blog sprawia mi mnóstwo frajdy i radości. Chwile zwątpienia? - to nie moja bajka! Uwielbiam Cioccolato Gatto i nie wyobrażam sobie bym mogła przestać go prowadzić. To jak małe uzależnienie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Każdy szczegół nowego wpisu: przepis, wypiek, zdjęcia, 'kilka' słów do poczytania.. Mimo, że nie zawsze wszystko wygląda tak jak podpowiada mi moja wyobraźnia, staram się by kolejny raz był lepszy, smaczniejszy i dokładnie taki jaki chcę. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że im dalej w las (czyt. im dalej w medycynę.. im dalej w życie!) tym czas jaki będę mogła poświęcić na moje ulubione hobby będzie się kurczył, mam tylko nadzieję, że nie nazbyt drastycznie.. Dlatego cieszę się z tego co tu i teraz - a jak większość mam też marzenia. Jednym z nich jest nowy aparat (lustrzanka! bo z obecnego na wyższy pułap już nie przejdę, a zachwyt mnie zżera gdy patrzę na te lustrzankowe zdjęcia :) ). A drugie marzenie, które mogę Wam otwarcie zdradzić to własna cukiernia. Na spółkę z Siostrą - ja od słodkiej roboty, a A. od inwestowania :D Nie ma być duża! Raczej mała i kameralna. Ze słodyczami których próżno szukać w większości polskich cukierni - z kolorowymi makaronikami, zawadiackimi cupcakes, eleganckimi truflami i czekoladkami, artystycznymi deserami rodem z Francji: moimi ukochanymi Bûche de Noël, Croquembouche i koniecznie Plaisir sucré. Marzenie mało realne biorąc pod uwagę zawód jaki wybrałam, ale od tego są marzenia - by marzyć.. niekoniecznie realnie:) Sporo już dziś napisałam, a czeka jeszcze sernik w kolejce! I to nie byle jaki, bo o wdzięcznej nazwie - Poezja. Przepis miałam zapisany od dłuższego czasu, ale nowe słodkie pomysły i inspiracje odstawiały go na boczny tor dość skutecznie. Dopiero mleko z cudownego automatu jaki postawiono u mnie w mieście przypomniało mi o nim. Właściciel 'elektronicznej krowy' zapewnia mleko prosto od krowy.. ;) uprzednio je jedynie schładzając by zapobiec zakwaszeniu. I według mnie to mleko ma same zalety! Pachnie i smakuje sto razy lepiej niż te kartonowe - na nowo polubiłam pić zimne mleko jak to miałam dawniej w zwyczaju. Podstawowy produkt do sernika przygotowujemy sami. Mleko gotujemy na małym ogniu z wanilią, śmietaną i jajami, a po ostudzeniu i odsączeniu otrzymujemy kremowy serek. Teraz wystarczą już tylko biszkopty, masło, trochę cukru i mnóstwo owoców, koniecznie z galaretką. Gotowe ciasto jest duże i pyszne - choć muszę przyznać, że nie przypomina typowego sernika na zimno. Jest to bardziej kremowe ciasto a'la sernik :) Niemniej jednak szybko znika i bardzo smakuje, dlatego polecam! przepis z Kwestii Smaku, wprowadziłam kilka zmian uwzględniając je poniżej w przepisie, oryginał znajdziecie u Asi składniki:
Dno tortownicy o średnicy około 24 cm wyłożyć krążkiem z papieru do pieczenia lub specjalną tekturką pod ciasta. Ułożyć biszkopty. Laski wanilii rozciąć wzdłuż i wyskrobać nasionka. Zagotować mleko razem z cukrem waniliowym, ziarenkami i laskami z wanilii. Wlać śmietanę roztrzepaną mikserem z jajami i zmniejszyć ogień do minimum. Na bardzo małym ogniu warzyć serek, nie mieszać i nie gotować. Po około 15-20 minutach wyłączyć gaz i ostudzić masę. Po ostudzeniu odsączyć (przez kilka godzin lub całą noc) na sicie wyłożonym lnianą ściereczką lub gazą. Buon Appetito! :)
piątek, 22 lipca 2011
Wyglądają jak ciasteczka, a smakują jak.. babeczki! Są miękkie, niemalże puszyste. Z chrupiącymi migdałami i soczystymi morelami - bo czy ktoś powiedział, że świeżych owoców nie dodaje się do ciastek? :) Yum! przepis to modyfikacja ciasteczek z kawałkami czekolady składniki (na ok. 40 ciasteczek) :
Mąkę przesiać z sodą i solą. Masło ubić z cukrem i miodem na jasny oraz puszysty krem (ok. 3-5 minut na wysokich obrotach miksera). Dodać jajko, zmiksować. Następnie kwaśną śmietanę i likier na zmianę z suchymi składnikami (dodajemy mąkę w dwóch partiach). Łopatką wmieszać migdały oraz morele i schłodzić ok. 30 minut w lodówce. Dwie blaszki wyłożyć papierem do pieczenia. Za pomocą łyżeczki nabierać porcje ciasta, formować kulki, następnie na blaszce lekko je spłaszczać (zachować odstępy między ciastkami - rosną!). Przed pieczeniem polecam schłodzić blaszki z ciastkami ok. 20 minut lub w czasie gdy nagrzewa się piekarnik, następnie piec 10-14 minut w 180st.C. Zostawić na blaszkach przez około 5 minut, następnie ostudzić całkowicie na kuchennej kratce. Buon Appetito! :) | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||